Grodziska w Międzyrzecu, globalne ocieplenie i 312 tysięcy dolarów (92)

Jak co tydzień w ramach obiadów piątkowych członkowie Stowarzyszenia Międzyrzec spotkali się, by wysłuchać interesujących prelekcji i podyskutować na aktualne tematy.

Wczoraj przy kawie, herbacie, lampce wina i ciasteczkach mogliśmy na pierwszej dawno już zapowiadanej prelekcji na temat wczesnośredniowiecznych grodzisk na terenie Międzyrzeca Podlaskiego. Wszystkim zainteresowanym znane są takie miejsca w okolicy – w lesie przed Dołhołęką, w Turowie czy to w Krzesku, które zostało częściowo zniszczone podczas budowy trasy E-30.

Jednak takie grodzisko musiało istnieć również na terenie samego miasta. Jak je jednak zlokalizować? Nasz prelegent zaprezentował nam teorię według której na terenie Międzyrzeca było takich grodzisk co najmniej kilka i przynajmniej niektóre funkcjonowały dość długo równolegle ze sobą.

To największe zlokalizowane było na sródbagiennej wyspie w widłach dopływów Krzny na obecnym Nowym Mieście. To ono było prawdopodobnie najstarsze. Kolejne grodzisko znajdowało się w okolicy obecnego skrzyżowania ulic Lubelskiej oraz Warszawskiej. Jeszcze jedno w miejscu, gdzie obecnie stoi kościół pw. świętego Mikołaja.

Ale to nie wszystko. Niemal na pewno dawna wieś Stołpno była osobnym grodziskiem. Śladów po grodzisku można się też doszukiwać wokół obecnego Zespołu Szkół Ekonomicznych.

Jakieś duże konstrukcje ziemne istniały również w średniowieczu w okolicach ulicy Piłsudskiego, ale czy były one osobnym grodziskiem na razie nie sposób tego stwierdzić.

Wszystkie te wyżej wymienione miejsca były umocnione kilkumetrowymi wałami ziemnymi i palisadami z drewna. Same wały ziemne zostały zniwelowane w czasach późniejszych i chociaż nadal są tam lekkie wzniesienia terenu to zarysu samych konstrukcji ziemnych niestety nie da się już zobaczyć.

Skąd więc wiadomo, że kiedykolwiek tam coś było? W każdym z tych miejsc można znaleźć w ziemi całkiem sporo resztek drewna i popiołu drzewnego, które różnymi metodami można datować na okres pomiędzy 600 a 1300 rok naszej ery. A niektóre wyniki badań pokazują nawet daty w okolicach 300 i 400 roku naszej ery.

Osobnym tematem jest tzw. zamczysko lokalizowane gdzieś na terenie obecnego Centrum Handlowego przy ulicy Targowej. Nasz prelegent i na ten temat przedstawił kilka własnych arcyinteresujących teorii.

Kolejna prelekcja dotyczyła globalnego ocieplenia i chociaż temat był zaplanowany już mniej więcej dwa miesiące temu to chyba nikt się wówczas nie spodziewał, że przypadnie na moment, gdy termometry wskażą minus piętnaście stopni.

Sama natura więc stwierdziła, że na temat prognozowania zmian klimatu wiemy zdecydowanie za mało. Oczywiście nikt nie wątpi w to, że takie zmiany mają miejsce. Z tym, że każdy, kto ma trochę więcej wiedzy na temat historii natychmiast jest w stanie wskazać, że przez ostatnie choćby tysiąc lat bywały okresy, gdy klimat w naszej okolicy był zarówno cieplejszy jak i chłodniejszy niż obecnie.

Zamarzający Bałtyk na przełomie XV i XV wieku to najjaskrawszy przykład chłodniejszego klimatu, ale wiek XIX to również czas, kiedy w naszym rejonie świata było znacznie chłodniej niż dziś.

Rok 1816 nazywany „rokiem bez lata” dotknął przede wszystkim Europę Zachodnią. Był on wywołany erupcją wulkanu Tambora, który nałożył się na tzw. minimum Daltona czyli okres, kiedy zmniejsza się aktywność Słońca.

Bywało też znacznie cieplej, niż obecnie – zarówno za czasów pierwszych Piastów, gdy w Polsce świetnie udawała się uprawa brzoskwiń i winogron jak i później, gdy Jan Chryzostom Pasek opisywał zimy w latach 1680-1686, podczas których chłopi wypasali bydło na łąkach, bo przez cały rok trawa rosła zielona i soczysta.

Wygląda więc na to, że być może już wkrótce doczekamy się u nas możliwości uprawy roślin znanych z południowych krajów Europy – i to nie tylko winogron czy brzoskwiń ale również pomarańczy, cytryn i mandarynek.

Trzecia prelekcja dotyczyła historii o międzyrzeckich fabrykantach, którzy planowali w 1939 roku bardzo dużą inwestycję, a która się nie powiodła z powodu wejścia do Międzyrzeca Rosjan, którzy mieli wkrótce ustąpić Niemcom. Międzyrzecki przemysł szczeciniarski w dwudziestoleciu międzywojennym przynosił znaczne zyski a eksport wyrobów szedł głównie do Stanów Zjednoczonych.

Amerykański rynek był bardzo chłonny. Kontrahenci zza Oceanu kupiliby znacznie więcej gotowych produktów – na Południowym Podlasiu był surowiec, brakowało jednak maszyn, które umożliwiłyby jego przerób. Międzyrzeccy kupcy i fabrykanci powołali więc konsorcjum, któremu w krótkim czasie udało się zebrać astronomiczną sumę 312.000 dolarów amerykańskich, którą zamierzano przeznaczyć na budowę nowych hal przemysłowych a przede wszystkim zakup maszyn.

Plany te zostały pokrzyżowane niemiecką a później sowiecką okupacją. Praktycznie wszyscy członkowie międzyrzeckiego konsorcjum szczeciniarskiego zginęli podczas II wojny światowej.

Gdzie się więc podziało 312 tysięcy dolarów w gotówce? Tak – w gotówce, bo przedsiębiorcy nie do końca ufali bankom i niekoniecznie chcieli płacić wszystkie podatki i opłaty, jakie były wymagane przez ówczesne prawo.

Pieniądze te oficjalnie nigdy nie wypłynęły ani w czasie wojny ani później. Być może po prostu spłonęły razem z którymś domów podczas wojennej zawieruchy. Jak twierdzi nasz prelegent – wersja ta nie jest najbardziej prawdopodobna. A na pewno są ciekawsze możliwości.

Jak zwykle po prelekcjach miała miejsce dyskusja pomiędzy członkami naszego Stowarzyszenia.

Stowarzyszenie Międzyrzec [...]
Posts created 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top